Półmaraton Łomżyński
2008-10-16

7 września 2008 roku na atestowanej, pagórkowatej trasie odbył się trzeci Łomżyński Półmaraton. Nie licząc zimowych zawodów w Trzemesznie, była to chyba największa impreza wyjazdowa, w której zawodnicy z Gymnasionu pojawili się tak licznie.

Krótko po godzinie ósmej w piątkę (Paweł, Thomashek, Słonik i ja oraz kierujący Darek Rożnowski) zabraliśmy się w podróż. Szybka, przyjemna i zdecydowanie wesoła jazda zakończyła się wraz z wjechaniem na teren szkoły podstawowej, w okolicy startu. Każdy z Gymnasionistów przyjechał indywidualnie z jakimś celem, zaś jako drużyna mieliśmy chrapkę na zdobycie pucharu w klasyfikacji drużynowej. Podium było w zasięgu, ale gdzieś tam po cichu marzyliśmy o wygraniu tej klasyfikacji. Dla przypomnienia – rok temu Gymnasion uplasował się na 4. miejscu. Do Łomży przyjechaliśmy więc w bardzo optymistycznych nastrojach. Zapały ostudziła nieco upalna pogoda, w jakiej przyszło rywalizować. Kiedy 21 minut po godzinie dwunastej sędzia dał sygnał do startu, temperatura sięgała 30 stopni w cieniu! Wypada dodać, że na całej trasie cień okrywał odcinek tylko kilkudziesięciu metrów…

Gymnasion przed startem

Sama upalna pogoda nie wypacza tak bardzo wyników, jak wypaczają je długie biegi w gorącym słońcu po mocno pofałdowanej trasie. A tak było dzisiaj. Jeśli liczyć ok. 100-metrowy podbieg na kostce brukowej (przy placyku), to łącznie na całej trasie było... 19 mocno odczuwalnych wzniesień i zbiegów! Niektórzy samą trasę i panujące warunki zbliżali niemal do morderczego maratonu górskiego w Rytrze. W obu przypadkach dominuje walka z własnym organizmem, o biciu życiówek nie ma tu mowy.

Po pierwszych kilkuset metrach od startu na prowadzeniu biegli Słonik i Łukasz. Ja postanowiłem, że pierwsze dwa kilometry zrobię wolno, a dopiero później przyspieszę. Po przekroczeniu pierwszego kilometra Benek krzyknął: 4:10. Trochę szybko. Było około dwudziestu kilku zawodników przed nami. Mimo to od tego czasu zacząłem sukcesywnie przyspieszać.

Mijały minuty. Po pierwszych kilku kilometrach jeden z zawodników zszedł z trasy. To nie żarty – myślę sobie – i na chwilę zwalniam tempo, ale czuję się na tyle dobrze, że staram się utrzymywać je w granicach 4:03-4:09/km. Po niespełna 5 km pierwszy punkt żywieniowy i łyk wody, jakże zbawienny przy takiej pogodzie. Moim głównym celem było zdobycie pucharu za jedno z pierwszych pięciu miejsc w kategorii wiekowej. Liczyłem po cichu na trzecie lub czwarte, bo ze Słonikiem i Łukaszem nie miałem szans, ale z innymi chciałem powalczyć. I tu zaskoczenie - okolicach trzynastego kilometra doganiam Łukasza. Za mocno pobiegł pierwsze trzy kilometry i zaprzestał walki. Krótka uwaga na temat pogody i sunę dalej. Już powoli zaczynam odliczać ostatnie kilometry, ale staram się myśleć o tym ile kółek zostało niż ile km, to zdecydowanie ułatwiało bieganie. Wyprzedzam kolejnych biegaczy.

Niecałe 5,5 km do mety i zaczynam ostatnie kółko. Przy punkcie żywieniowym zatrzymałem się na chwilę, żeby wypić Isostar, wziąć gąbkę, banana i cytrynę. Stałem tam przez jakieś 4 sekundy, wyglądało to tak jakbym myślał, że przebiegłem już cały dystans. Dogonił mnie wtedy Andrzej Radzymin pytając, czy rzeczywiście myślałem że to koniec. Mimo upału umysł miałem jeszcze trzeźwy :) Odparłem, że musiałem się na chwilę zatrzymać, po czym pobiegłem dalej zostawiając go nieco w tyle. Jak się później okazało, do ostatnich metrów próbował dotrzymać mi tempa, ale ostatecznie przybiegł tuż za mną.

Przez ostatnie kilometry myślałem o tym. żeby na chwilę przejść do marszu. Czułem jak powoli łapie mnie kryzys. Ale rok temu dość wcześnie tak zrobiłem i skończyło się tym, że do końca biegu ciężko mi było złapać równe tempo. Biegłem więc cały czas. Nieustannie miałem w świadomości fakt, że podium w klasyfikacji wiekowej jest w zasięgu reki, tym bardziej że np. Łukasz nie był przede mną. Nie widziałem jednak przed sobą nikogo oprócz zawodników, których dublowałem. Skupiałem się więc na tym, żeby utrzymać swoje tempo, wtedy jest szansa że nikt mnie nie wyprzedzi. Z drugiej strony nie chciałem odwracać się za siebie. To źle działa na psychikę.

Liczę ostatnie górki. Wspinam się na przedostatnią. Na jej szczycie skręt w prawo. W tym miejscu należą się duże brawa dla organizatorów - powstał dodatkowy, nieplanowany punkt żywieniowy! Łyk wody zadziałał elektryzująco.

Biegnę dalej. Zostało ostatnich 800 metrów do końca. Nie chciałem myśleć o mecie, więc zacząłem liczyć kroki. Sto, dwieście, trzysta… wreszcie sześćset i przede mną ostatnia prosta. Wymarzony koniec. Na zegarze 1:28:00. Muszę przyznać, że o ile pogoda potrafiła zaskoczyć, ale można było się spodziewać że będzie ciężko bo od samego rana był upał, o tyle w żaden sposób nie potrafię opisać pozytywnego zaskoczenia jak dowiedziałem się, na którym miejscu ukończyłem bieg. Rok temu taki czas dawał miejsce w okolicach trzeciej dziesiątki. Z racji pogody dziś mogło być lepiej, ale byłem niemal pewien, że co najmniej 10 osób przede mną skończyło bieg. Serce mocniej zabiło jak dowiedziałem się, że bieg ukończyłem na 4. miejscu! Pełne zaskoczenie! A Andrzej przybiegł 12 sekund za mną.

Jeszcze większe brawa należą się Słonikowi, który cały czas biegł w czołówce, a ostatecznie ukończył drugi ze stratą 23 sekund (1:24:32) do zwycięzcy. Jednocześnie wygrał klasyfikację wiekową, ja byłem drugi, a Łukasz trzeci (za czas 1:32:07). Całe podium dla Gymnasionu!

Klasyfikacja M1

Nie będzie dużym błędem stwierdzenie, że tak naprawdę każdy kto przekroczył metę mógł czuć się zwycięzcą. Tym bardziej przy takich warunkach. Medal za ukończenie jak najbardziej się należy. Choć nietrudno się dziwić tym, którzy zeszli z trasy. Czasem rozsądek bierze górę. Ostatecznie w końcowych wynikach zostało sklasyfikowanych 137 osób.

Podczas wręczania nagród wszyscy, popijając wyśmienicie po takim wysiłku smakujące rodzime piwo Łomża, czekali na rozstrzygnięcie klasyfikacji drużynowej. Chwila napięcia… i wygraliśmy!! I to z klasą, daleko zostawiając w tyle następne ekipy.

Puchar dla Gymnasionu

Same zawody były wyśmienicie zorganizowane. Dużym plusem było przyznawanie pucharów aż za 5 pierwszych miejsc w klasyfikacjach wiekowych, dzięki temu zawodnicy i zawodniczki z Gymnasionu odebrali ich razem… osiem! A Słonik, Marzena i Ola stanęli na najwyższym ich stopniu podium. Gratulacje!

Klasyfikacja K3

Klasyfikacja K4

 

Pozytywne też było losowanie nagród wśród uczestników – prawie nikt nie czuł się pokrzywdzony.

Odbieranie nagród. Na zdjęciu Konsul

Podsumowując, impreza chyba już na stałe weszła w skład moich jesiennych startów.

I w takich uśmiechniętych nastrojach przyszło nam się pożegnać i wracać do Warszawy. Jeszcze gdyby tylko nie te korki…

 

Jarek Chrabałowski >>Yaro<<