7 września 2008 roku na
atestowanej, pagórkowatej trasie odbył się trzeci Łomżyński Półmaraton. Nie
licząc zimowych zawodów w Trzemesznie, była to chyba największa impreza
wyjazdowa, w której zawodnicy z Gymnasionu pojawili się tak licznie.
Krótko po godzinie ósmej w piątkę
(Paweł, Thomashek, Słonik i ja oraz kierujący Darek Rożnowski) zabraliśmy się w
podróż. Szybka, przyjemna i zdecydowanie wesoła jazda zakończyła się wraz z
wjechaniem na teren szkoły podstawowej, w okolicy startu. Każdy z
Gymnasionistów przyjechał indywidualnie z jakimś celem, zaś jako drużyna
mieliśmy chrapkę na zdobycie pucharu w klasyfikacji drużynowej. Podium było w
zasięgu, ale gdzieś tam po cichu marzyliśmy o wygraniu tej klasyfikacji. Dla
przypomnienia – rok temu Gymnasion uplasował się na 4. miejscu. Do Łomży
przyjechaliśmy więc w bardzo optymistycznych nastrojach. Zapały ostudziła nieco
upalna pogoda, w jakiej przyszło rywalizować. Kiedy 21 minut po godzinie
dwunastej sędzia dał sygnał do startu, temperatura sięgała 30 stopni w cieniu!
Wypada dodać, że na całej trasie cień okrywał odcinek tylko kilkudziesięciu
metrów…
Gymnasion przed startem
Sama upalna pogoda nie wypacza
tak bardzo wyników, jak wypaczają je długie biegi w gorącym słońcu po mocno
pofałdowanej trasie. A tak było dzisiaj. Jeśli liczyć ok. 100-metrowy podbieg
na kostce brukowej (przy placyku), to łącznie na całej trasie było... 19 mocno
odczuwalnych wzniesień i zbiegów! Niektórzy samą trasę i panujące warunki zbliżali
niemal do morderczego maratonu górskiego w Rytrze. W obu przypadkach dominuje
walka z własnym organizmem, o biciu życiówek nie ma tu mowy.
Po pierwszych kilkuset metrach od
startu na prowadzeniu biegli Słonik i Łukasz. Ja postanowiłem, że pierwsze dwa
kilometry zrobię wolno, a dopiero później przyspieszę. Po przekroczeniu
pierwszego kilometra Benek krzyknął: 4:10. Trochę szybko. Było około dwudziestu
kilku zawodników przed nami. Mimo to od tego czasu zacząłem sukcesywnie
przyspieszać.
Mijały minuty. Po pierwszych
kilku kilometrach jeden z zawodników zszedł z trasy. To nie żarty – myślę sobie
– i na chwilę zwalniam tempo, ale czuję się na tyle dobrze, że staram się
utrzymywać je w granicach 4:03-4:09/km. Po niespełna 5 km pierwszy punkt żywieniowy
i łyk wody, jakże zbawienny przy takiej pogodzie. Moim głównym celem było
zdobycie pucharu za jedno z pierwszych pięciu miejsc w kategorii wiekowej.
Liczyłem po cichu na trzecie lub czwarte, bo ze Słonikiem i Łukaszem nie miałem
szans, ale z innymi chciałem powalczyć. I tu zaskoczenie - okolicach
trzynastego kilometra doganiam Łukasza. Za mocno pobiegł pierwsze trzy
kilometry i zaprzestał walki. Krótka uwaga na temat pogody i sunę dalej. Już
powoli zaczynam odliczać ostatnie kilometry, ale staram się myśleć o tym ile
kółek zostało niż ile km, to zdecydowanie ułatwiało bieganie. Wyprzedzam
kolejnych biegaczy.
Niecałe 5,5 km do mety i zaczynam
ostatnie kółko. Przy punkcie żywieniowym zatrzymałem się na chwilę, żeby wypić
Isostar, wziąć gąbkę, banana i cytrynę. Stałem tam przez jakieś 4 sekundy,
wyglądało to tak jakbym myślał, że przebiegłem już cały dystans. Dogonił mnie
wtedy Andrzej Radzymin pytając, czy rzeczywiście myślałem że to koniec. Mimo
upału umysł miałem jeszcze trzeźwy :) Odparłem, że musiałem się na chwilę
zatrzymać, po czym pobiegłem dalej zostawiając go nieco w tyle. Jak się później
okazało, do ostatnich metrów próbował dotrzymać mi tempa, ale ostatecznie
przybiegł tuż za mną.
Przez ostatnie kilometry myślałem
o tym. żeby na chwilę przejść do marszu. Czułem jak powoli łapie mnie kryzys.
Ale rok temu dość wcześnie tak zrobiłem i skończyło się tym, że do końca biegu
ciężko mi było złapać równe tempo. Biegłem więc cały czas. Nieustannie miałem w
świadomości fakt, że podium w klasyfikacji wiekowej jest w zasięgu reki, tym
bardziej że np. Łukasz nie był przede mną. Nie widziałem jednak przed sobą
nikogo oprócz zawodników, których dublowałem. Skupiałem się więc na tym, żeby
utrzymać swoje tempo, wtedy jest szansa że nikt mnie nie wyprzedzi. Z drugiej
strony nie chciałem odwracać się za siebie. To źle działa na psychikę.
Liczę ostatnie górki. Wspinam się
na przedostatnią. Na jej szczycie skręt w prawo. W tym miejscu należą się duże
brawa dla organizatorów - powstał dodatkowy, nieplanowany punkt żywieniowy! Łyk
wody zadziałał elektryzująco.
Biegnę dalej. Zostało ostatnich 800 metrów do końca. Nie
chciałem myśleć o mecie, więc zacząłem liczyć kroki. Sto, dwieście, trzysta…
wreszcie sześćset i przede mną ostatnia prosta. Wymarzony koniec. Na zegarze
1:28:00. Muszę przyznać, że o ile pogoda potrafiła zaskoczyć, ale można było
się spodziewać że będzie ciężko bo od samego rana był upał, o tyle w żaden
sposób nie potrafię opisać pozytywnego zaskoczenia jak dowiedziałem się, na
którym miejscu ukończyłem bieg. Rok temu taki czas dawał miejsce w okolicach
trzeciej dziesiątki. Z racji pogody dziś mogło być lepiej, ale byłem niemal
pewien, że co najmniej 10 osób przede mną skończyło bieg. Serce mocniej zabiło
jak dowiedziałem się, że bieg ukończyłem na 4. miejscu! Pełne zaskoczenie! A
Andrzej przybiegł 12 sekund za mną.
Jeszcze większe brawa należą się
Słonikowi, który cały czas biegł w czołówce, a ostatecznie ukończył drugi ze
stratą 23 sekund (1:24:32) do zwycięzcy. Jednocześnie wygrał klasyfikację
wiekową, ja byłem drugi, a Łukasz trzeci (za czas 1:32:07). Całe podium dla
Gymnasionu!
Klasyfikacja M1
Nie będzie dużym błędem
stwierdzenie, że tak naprawdę każdy kto przekroczył metę mógł czuć się
zwycięzcą. Tym bardziej przy takich warunkach. Medal za ukończenie jak
najbardziej się należy. Choć nietrudno się dziwić tym, którzy zeszli z trasy.
Czasem rozsądek bierze górę. Ostatecznie w końcowych wynikach zostało
sklasyfikowanych 137 osób.
Podczas wręczania nagród wszyscy,
popijając wyśmienicie po takim wysiłku smakujące rodzime piwo Łomża, czekali na
rozstrzygnięcie klasyfikacji drużynowej. Chwila napięcia… i wygraliśmy!! I to z
klasą, daleko zostawiając w tyle następne ekipy.
Puchar dla Gymnasionu
Same zawody były wyśmienicie zorganizowane.
Dużym plusem było przyznawanie pucharów aż za 5 pierwszych miejsc w
klasyfikacjach wiekowych, dzięki temu zawodnicy i zawodniczki z Gymnasionu
odebrali ich razem… osiem! A Słonik, Marzena i Ola stanęli na najwyższym ich
stopniu podium. Gratulacje!
Klasyfikacja K3
Klasyfikacja K4
Pozytywne też było losowanie
nagród wśród uczestników – prawie nikt nie czuł się pokrzywdzony.
Odbieranie nagród. Na zdjęciu Konsul
Podsumowując, impreza chyba już
na stałe weszła w skład moich jesiennych startów.
I w takich uśmiechniętych
nastrojach przyszło nam się pożegnać i wracać do Warszawy. Jeszcze gdyby tylko
nie te korki…
Jarek Chrabałowski >>Yaro<<
|